Every Street Challenge w Gminie Igołomia-Wawrzeńczyce

Poniżej mapa Gminy Igołomia-Wawrzeńczyce (obszar na szaro) Kolorem czerwonym oznaczono drogi już „zaliczone”. Drogi oznaczone kolorem białym — do zaliczenia. Reszta wokół wycięta. Pomarańczowe — to granica gminy.

Wszystkie ślady GPS w dostępne w plikach GPX zebrane za pomocą aplikacji mobilnej Strava lub zegarka Garmin.
Być może w przyszłości udostępnię interaktywną mapę, ale muszę jeszcze pomyśleć jak to fajnie wykonać. Przykładowo StatsHunters zbiera wszystkie aktywności (z możliwością ich filtrowania) ale mam w planie własną aplikację z możliwością wycięcia tylko wybranego obszaru.

Wander.Earth — (81.00 % Complete) niestety nie jest zbyt dokładne :/ nie zbiera wszystkich dróg. Jak każda z aplikacji bazuje na ogólnodostępnej mapie OSM jednak ta w szczególności „na wioskach” nie jest zbyt dokładnie oznaczona – jak chodzi o drogi. Przykład: wiele jest dróg dojazdowych, które powinny być jako „polna lub leśna” albo „czwartorzędna”, lub „lokalna” przez to właśnie mapa/ aplikacja nie uwzględnia dróg tego typu. Oczywiście poprawiam mapę (skoro gdzieś byłem to wiem co tam jest). I zachęcam wszystkich do nanoszenia poprawek swojej okolicy, dzięki czemu jakość map będzie jeszcze dokładniejsza 🙂

Zostało dosłownie kilka dróg i ewentualne „poprawki” bo być może coś przeoczyłem / coś mi umknęło. Być może można wjechać gdzie założyłem, że wjechać nie można.

Starałem się unikać prywatnych terenów (tylko drogi publiczne, ogólnodostępne) ale i tak wiem, że w kilka pól pojechałem za daleko. Przepraszam, wyglądało to jak droga dojazdowa. Teraz przy planowaniu trasy posiłkuję się Geoportalem i siatką działek, więc łatwiej wykluczyć tereny prywatne.

Mapa na dzień 17.04.2023

Trochę tam się popedałowało. Pogoda w końcu się lepsza zrobiła po zimie to i większa ochota na rower się wdrapać. Choć w czasie zimy jak zostawiłem rower tak stał aż do niedawna. Kapeć, o którym pisałem wcześniej Rowerowo – księga druga okazał się maleńką dziurką. Wjechałem w jakiś kolec na bezdrożu 🙂 Był pierwszy demontaż koła. I klejenie pierwszej łatki. Od czasu do czasu muszę dobić ciśnienie, ale w miarę trzyma. Jeździć się da.

Rowerowo – księga druga

Jeżdżę! Jak tylko czas i pogoda pozwalają, to pedałuję. Kupiłem sobie nawet kask. A co! Może będzie głowa trochę bezpieczniejsza. I cyk, od razu +5 pkt do szpanu. Taki rekwizyt a dodaje wyglądu profesjonalnego rajdera. Póki co cały czas się uczę, swojej wytrzymałości, roweru, rozkładu sił, doboru prędkości i biegów, mierzę czas — aby zdążyć, wrócić przed zachodem słońca (choć od Małżonki mam także mrugadełko tzn. lampkę). Jest całkiem spoko. Już nie mam języka do pasa. Mam język mniej więcej do pach. Ale postępy widać w rozkładzie sił. Jest coraz lepiej.

Zrobiłem około 200km. (tak, tak, wiem, niektórzy 200 łykają na jednej przejażdżce, ale ja raz, że nie robię tego profesjonalnie, dwa robię to po pracy, więc mam powiedzmy około godzinę jazdy dziennie [biorąc pod uwagę aktualną porę roku i godzinę, o której słońce idzie już spać] dodatkowo zakładając, że jest dobra pogoda i nie mam innych obowiązków). Inną kwestią jest ukształtowanie terenu, które nie jest płaskie jak w innych rejonach kraju — ale potraktujmy to tylko jako wymówkę. Niech te wszystkie pagórki to będzie wyzwanie!

I tak sobie śmigam nie tyle, by zrobić jak najwięcej kilometrów, tylko aby być w każdym miejscu, na każdej drodze, gdzie da się wjechać rowerem — oczywiście bez wjeżdżania na prywatne działki (przynajmniej się staram) więc wszelkie główne, polne, leśne, utwardzone i nieutwardzone drogi nazwijmy to „zaliczam”. Chcę być na każdej możliwej do przejechania publicznej drodze.

Rower? KROSS nie uznał mojej reklamacji (https://sasni.eu/archives/1017-kupilem-sobie-i-zonie-rower-i-juz-oba-sa-zepsute.html), ale doświadczyłem aktu łaski w postaci „gestu handlowego”

Sklep gdzie kupiłem rower, podobno reklamowali reklamację, jak widać bez rezultatu, ale z powodzeniem — jakkolwiek to brzmi. Ostatecznie mam wymienione oba pedała oraz całą korbę (albo co najmniej oba ramiona). Przy okazji z zachowaniem terminu zrobiony pierwszy przegląd, na którym sprawdzono szereg rzeczy np. hamulce, przerzutki, dokręcenie śrub, ciśnienie w kołach... Więc niby wszystko na tip-top.

Rower odebrałem 17 Października po ustaleniu terminu odbioru z serwisem. Wyjechałem i…. coś mi nie gra, coś źle jedzie. Patrzę KAPEĆ! W sensie nie but taki tylko brak powietrza w tylnym kole. Przypomnijmy czy do kół było zaglądane podczas przeglądu? (patrz pogrubienie akapit wyżej). Facepalm.jpg no ale najlepszym się zdarza, szybkie pompowanie i jedziemy dalej…

Odbierając swój, jednocześnie do przeglądu zostawiłem rower małżonki, który był już gotowy (po przeglądzie) następnego dnia :). Oczywiście zgłosiłem wszelkie uwagi jak na przykład to, że przerzutki na dowolnym biegu tak układają łańcuch, że ociera się niemile, strzela, spada i inne cuda. Mam nadzieję, że to tylko kwestia regulacji i chłopaki z tego sklepu zrobili co trzeba 🙂

Czyli niby wszystko dobrze. Git. Rower odbieram 28 Października.

Wracając do jazdy, jestem w miejscach, o których istnieniu nie miałem pojęcia. W miejscach, w których nigdy nie byłem, i nie wiedziałem co tam jest. Poznaję, gdzie prowadzą drogi i dróżki 🙂 Obserwuję przepiękne widoki w tym zachody słońca. Znam miejsca dzikiego wysypywania śmieci, oraz ich spalania (niektóre są nawet widoczne z kosmosu).

Tu to nawet jakieś szczyty górskie widać, tylko nie wiem, co to dokładnie jest… Tatry? Ktoś rozpozna wierzchołki?

Rozmawiam z autoresponderem wersami Pana Tadeusza

Jestem aktywnym użytkownikiem platform sprzedażowych wszelkiej maści. Platformy te — agregują różnych sprzedawców, tworząc jeden wspólny marketplace (po naszemu po prostu bazar?). Dzięki takiemu podejściu osoba szukająca danego przedmiotu, z bardzo dużym prawdopodobieństwem go znajdzie. Mało tego! Oprócz szerokiej oferty różnorodnych dóbr klient może wybierać spośród wielu ofert tego samego przedmiotu. Sprzedający mają więc nazwijmy to „motywację” by zapewnić jak najlepszą obsługę klienta (i tym samym zachęcić do sfinalizowania transakcji). To w sumie dobrze, bo zyskuje klient.

Jednym z czynników pływających na jakość sprzedaży (sprzedawcy) jest czas odpowiedzi na zadane przez klienta pytanie. Im szybciej odpowiesz, tym lepszy wskaźnik (odpowiedzi) otrzymujesz — który wlicza się do całości oceny sprzedaży. Warto jest więc dbać o terminowe i jak najszybsze odpowiedzi.

No i w czym problem można by zapytać? A no w tym, że część sprzedawców, zamiast odpisywać na zapytania klientów, zaprzęgło do pracy maszyny. Maszyny te wykonują zadane im wcześniej polecenia. Nietrudno się domyślić, że w tej sytuacji, aby zachować wysoki wskaźnik odpowiedzi na każdą otrzymaną wiadomość dostaniemy.. a jakże! wiadomość zwrotną z regułką ustaloną przez zapobiegliwego sprzedawcę.

Czy to jest problem? No niby nie. Ale co się stanie gdy od jednego sprzedawcy kupi inny sprzedawca? Mają się nawzajem zbombardować i zapętlić autorespondery?

Niektóre platformy ustaliły sobie, że do czasu odpowiedzi wlicza się tylko pierwsza odpowiedź, czyli pierwsza reakcja na zadane pytanie. No bo gdy odpowiemy na pytanie kupującego (rozwiejemy jego wątpliwości), to ten w odpowiedzi może nam po prostu podziękować. Na co słusznie nie powinno być obowiązku odpowiedzi, a tym samym wskaźnik nie powinien tego uwzględniać. Nienaturalnie byłoby na takie coś wysyłać odpowiedzi, byle tylko sprzedający ZAWSZE udzielił odpowiedzi jako ostatni.

Ale nie! Są i tacy, którym odpiszesz cokolwiek, i dostajesz regułkę.

SPRAWDZAM!

czy te wiadomości ktokolwiek czyta? Postanowiłem temu przemiłemu sprzedającemu powysyłać nieco literatury. I tak padło na Pana Tadeusza.

Kiedy ktokolwiek z drugiej strony zareaguje? Kiedy to wyłączy? Kiedy zacznie odpisywać i szanować mój czas? Okaże się wkrótce.

Kupiłem sobie i żonie rower, i już oba są zepsute

30 sierpnia Anno Domini 2022 w końcu udało się zakupić rowery. Wybór padł na crossowe marki KROSS EVADO 4.0. Przesyłka dotarła do mnie 1 września. Kolejnego dnia przed wieczorem skręciłem swój, ale pogoda (wietrznie) i temperatura nie zachęcały do przejażdżki. Poza tym do skręcenia został jeszcze drugi egzemplarz — dla małżonki. Kolejnego dnia pojechaliśmy na urlop i tak maszyny stały przez tydzień.

Po powrocie z urlopu skręciłem także damkę. Przy tej, po wyjęciu z pudełka, zauważyłem wygięcie tego elementu w stronę koła. Ale sobie pomyślałem, że w sumie w trakcie transportu taka sytuacja mogła się wydarzyć i nie będę tego reklamował i odgiąłem to delikatnie ręką.

Następną rzeczą była wyszczerbiana rurka tam, gdzie wkłada się siodełko. Wyglądało to brzydko, jakby ślepy próbował sobie trafić i nie mógł, zrywając wokół farbę (lakier?).

Na początku wydawało mi się, że ramy są za duże — ale potem w instrukcji w sumie napisane, że rama jest dobrze dobrana gdy siedząc, ma się wyprostowaną nogę na pedale. Dziwne mi się to wydało. Jak nic za duża rama. Zawsze (za dzieciaka) było tak, że jak się zatrzymywało na rowerze, to bez zsiadania z siodełka można się było podeprzeć nogą o podłoże. Jak się teraz okazuje, było to błędne. Rzeczywiście zdecydowanie lepiej się jeździ, jak mówi instrukcja, tj. siedzę na siodełku a noga wyprostowana na pedale. Niby jak się człek zatrzymuje, to trzeba zeskoczyć z siodełka, ale lepsze to niż wzmożone zmęczenie spowodowane nieergonomicznym ustawieniem wysokości… Mało tego, na początku jeździłem z opuszczonym na max. siodełkiem dziś już jest ponad 10 cm podniesione — więc chyba ta rama jednak nie tak najgorzej dobrana.

Ok, jest 10 September (po naszemu wrzesień) czas na pierwszą trasę…

Ło panie. Trzymajcie mnie! Tak dawno nie jechałem na rowerze, że muszę się skupić, aby równowagę utrzymać! No ale zaliczone pierwsze 5.42 km w pół godzinki. Zapoznajemy się z rowerami, nie wiadomo jakie tempo narzucić, jak bardzo pozwolą siły, jak szybko się zmęczymy. No i skończyliśmy z językami do pasa, bo się myślało, że się jest kozak kolarz, a tu kondycja została pół kilometra w tyle…

Jest faza, zauroczenie, fiksacja. Chcę na rower. TERAZ! Kij tam, że pogoda kapryśna. Jadę!

Na drugiej trasie (6.52 km) przyznać trzeba nic tak nie mobilizuje do pedałowania jak nadciągająca ulewa. Ba! Trochę mi się dostało, wróciłem do domu mokry, ale szczęśliwy. Faza na rower nie mija…

Po kilku kolejnych wyprawach…

28 Września pojawił się pierwszy problem 🙁 . W moim rowerze zaczęło coś stukać — oczywiście nie wiedziałem co to, ale kontynuowałem zaplanowaną ścieżkę. Pod koniec pedał wydawał się, jakby był skrzywiony :/ . Po powrocie odstawiłem rower, bo trochę przegiąłem z czasem. To znaczy ściemniło się już, a ja bez oświetlenia itd. brawo! Potem pogoda skisiła się już totalnie i kilka kolejnych dni „regenerowałem siły”.

Jest 4 Października na niebie długo wyczekiwane słońce. Idę po rower trzeba sprawdzić co z tym pedałem.

ZONK!

Pedał się rusza w ramieniu korby, po kilku ruchach byłem go w stanie wyciągnąć ręką. Na gwincie pełno opiłków…

Ale sam gwint na pedale nie jest zmielony. Jedynie jego początek sprasowany — co jak podejrzewam, jest skutkiem trudności w jego przykręceniu (lub też sprasował się, jak jechałem, a ów się ruszał — a samo przykręcanie było w porządku, tylko sama jazda zniszczyła „uzwojenie” w ramieniu). Jak przykręcałem pedały, to w każdym z 4 (2 rowery) nie mógł złapać gwint. (tak wydało mi się to dziwne) – ale przecież tuż po fabryce, musi pasować. Sprawdziłem jeszcze, czy nie wkręcam lewego na prawą stronę no i trochę mocniej docisnąłem kciukiem pedał — wtedy „zaskoczył” gwint więc kręciłem dalej… Czy to mogło wtedy spowodować zaoranie gwintu w ramieniu korby???

Tak czy siak, czy gwint w ramieniu powinien być aż tak podatny na wkręcanie pedału? Czy po tych kilkudziesięciu kilometrach (~75 km) powinno go aż tak zmielić, że praktycznie nic z niego nie zostało? MA-SA-KRA.

Mam wrażenie jakby to ramie i jego gwint były wykonane z aluminium. Element ten powinien być wybitnie twardy, bo cała siła napędzająca bicykl idzie właśnie tam z moich raciczek.

Ehhh. Wysłałem maila (5 października) do sklepu oraz do producenta. Producent skierował mnie do autoryzowanego serwisu celem diagnozy.

A następnego dnia przysłano mi SMSa

Sklep na tą chwilę podjął się złożenia reklamacji ze swojej strony. Co już wiem, że 1 reklamacja została odrzucona (być może stąd ten SMS). Natomiast Panowie wspominali, że nie jest to pierwsza tego typu reklamacja — i z podobnymi problemami zgłaszali się już klienci. Sami stwierdzili, że wyślą prośbę o ponowne rozpatrzenie, tym właśnie argumentując.

Aktualnie rower pozostawiłem w serwisie (sklep jest także serwisem). Ten pedał i ramię już się raczej do użytku nie nadaje (no, chyba żeby pedał ratować jakimś gwintowaniem — przecież takie rzeczy się robi i śruby trzymają jak należy).

Akurat jest czas na pierwszy przegląd, zleciłem więc dokończenie procesu reklamacji — a jeśli zakończy się to niepowodzeniem — o założenie nowych elementów i dokręcenie ich zgodnie ze sztuką, jeśli ja mam lewe ręce. Czas pokaże, czy po tej operacji problem powróci i albo ja spaprałem sprawę, albo to ramię to jednak felerne było.

Sprawę można by było na razie zostawić w oczekiwaniu na działania sklepu… ale… Zawsze jest jakieś ALE!

Wziąłem rower małżonki. Zrobiłem kolejne kilkanaście kilometrów… i co moje uszy słyszą??? STUKANIE W PEDALE. Nosz JPRDL!!!

KURŁA!

Mój rower przejechał ~75 km. Rower małżonki ~50. W obu lewy pedał stuka! Aż strach sprawdzać co z gwintem! Czy ja jestem aż tak upośledzony, że źle wkręciłem / uszkodziłem kolejne gwinty? Czy to wadliwa seria korb / ramion? Jeśli macie jakieś podobne doświadczenia to napiszcie proszę w komentarzu.

Plan jest taki: podczas odbioru mojego roweru — mam nadzieję zrobionego na cito — zostawiam rower małżonki z tą samą usterką! Wrócę w kolejnym wpisie z garstką (lub szczyptą) informacji jak to się dalej potoczy.

Na razie mój entuzjazm jest wielce przygaszony. Wywalone 5k na rowery, które nie są w stanie bez awarii przejechać nawet 100 km :/

KROSS — zróbcie coś z tym! Albo idiotoodporne instrukcje (jak meble z Ikei), albo obowiązkowy montaż przez autoryzowany serwis, albo te ramiona to wywalcie jak najszybciej i dajcie nowe, lepsze, wytrzymalsze, bo słabo to wygląda.