Był mroźny grudniowy dzień, na uczelnianym korytarzu można było odczuć zwiększony tłok spowodowany siarczystym mrozem. Studenci nie spędzali już przerw pomiędzy zajęciami na zewnątrz tylko woleli się kotłować tam, gdzie było cieplej. Palacze, nie mając wyjścia musieli podpalać poza drzwiami wejściowymi do budynku. Gdy wracali po zaspokojeniu swoich nałogów rozpoznawani byli po czerwonych zziębniętych uszach. Przyjmowanie wiedzy w ciepłym pomieszczeniu ze świadomością, że za oknem piździ wydawało się być bardzo przyjemnym doznaniem. Jednak tylko początkowo w Sali wykładowej była przyjemna atmosfera. Po kilkudziesięciu minutach intensywnego oddychania niemal setki ludzi w Sali pozamykanej szczelnie przed ujemną temperaturą, zaczęło być co najmniej duszno. Robiło się to nieprzyjemne na tyle, że jak się wyszło do kibelka na siusiu, to po powrocie dopiero czuć było jak dużo dwutlenku węgla przefiltrowały płuca słuchaczy. Nic z resztą dziwnego, osoby przebywające od początku w pomieszczeniu przyzwyczaiły się do panującego zapachu i nie były w stanie odczuwać nieprzyjemnej duchoty. A tu ktoś bąka puścił po kryjomu typowego cichacza, a to ktoś w przeddzień się nie umył, a to jechało komuś z paszczy, i te małe smrodki wszystkie zbierały się na jeden przesiąkający i wypełniający każdą wolną przestrzeń Sali swąd.
Już zacząłem się martwić, ze to wiosenne przesilenie jakoś mnie zamroczyło, i ze nie będę miał pomysłów na nowe wpisy, a tym czasem udało mi się znaleźć zaległą sprawę, związaną z moim zatrudnieniem, a raczej jego brakiem. Wszystko co do tej pory pisałem na temat mojego miejsca pracy jest jak najbardziej prawdą, z tym że przypominam, że to są moje prywatne przemyślenia.
Po zakończeniu już trzeciego stażu w firmie.. Urząd pracy polecił mi dołączenie do składanych dokumentów kartkę na której znajdą się moje wypociny na temat: "Czego nauczyłem się podczas stażu" podbitą oczywiście przez pracodawcę. Staż zakończyłem gdzies w połowie miesiąca jednak dopiero dzisiejszego dnia udało mi się naskrobać coś co wydaje mi się sensownego. Jak podsumowała to moja druga połówka
ale w sumie głupie to zadanie pt. czego się nauczyłeś.. [...]a poza tym czego oni oczekują w odp na zadane pytanie? przecież nawet jakbyś się nic nie nauczył to i tak pasowałoby napisać ze coś jednak wyniosłeś po tym stażu.. ;]
Doszedłem do wniosku, że nie, nie napiszę tego co pewnie wszyscy piszą. Nie będę kłamać. I napisałem co myślę.
Całą sztukę pisania bloga trafił szlag. Nawet nie zauważyłem, kiedy przestałem pisać tak po prostu, co czuję, co mi się podoba a co nie. Blog ten przeradza się w kupkę informacji, które i tak można znaleźć na pierwszej lepszej stronie. Cholerka a dlaczego tak się dzieje? I czy da się temu zapobiec? Może to dobra droga a może i zła. Zła, bo nie wyrażam siebie. Nie mówię jak jest naprawdę, nie wylewam się, nie piszę o uczuciach, o smutkach. W końcu na uczuciach stoi całe nasze życie. Całe życie wokół nich się obraca i bez nich nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. Dzisiejsze technologie doprowadzają do tego, że zapominamy o uczuciach. Możemy je w prosty sposób zastępować, zaspokajać swoje potrzeby przed szklanym monitorem. Doszło do tego, że możemy się uczyć, konsultować z lekażem, psychologiem a nawet słyszałem, że można się wyspowiadać. Paranoja. Zamiast ruszyć dupsko z domu do ludzi, do baru, Kościoła, na ulicę to wszystko przed szkiełkiem się robi, a potem tylko tyłek rośnie.
Być może dzieje się to przez to, że mamy coraz mniej prawych przykładów. O tak! Nie ma, kogo naśladować. Dziś dzieci wolą posiedzieć na czacie niż poczytać jakąś sensowną lekturę. Choć sam nie byłem prymusem w szkole i czytać książek nienawidziłem to tak się składa, że komputer miałem chyba najpóźniej ze wszystkich.
Czas nagli, terminy się zbliżają... Podczas tych rozważań przypomniałem sobie że muszę oddać przykładowe programiki na przedmiot zwany Metody i języki programowania. Powiedzmy sobie szczerze, programistą to ja nie jestem, nie znam się na tym ale od tego jest szkoła, żeby mnie naprowadzić na dobre tory...
Dzisiejszego wieczoru wykonałem 3 programy w C++ . Generalnie każdy z programików wykonuje to samo czyli oblicza silnię. Każdy jednak jest inaczej zbudowany ( ma w sobie inne funkcje). Każdy z nich oblicza maksymalną wartość 12!. po wpisaniu liczby większej niż 12 wynik jest nieprawidłowy gdyż zmienna jest zadeklarowana jako INT
Pierwsza funkcja to While. Program wygląda tak:
Zacząłem się zastanawiać nad kilkoma rzeczami i dochodzę do nie ciekawych wniosków. Mianowicie wzięło mnie na refleksje na temat uczelni i mojego studiowania. Nie wątpię w to, że zrobiłem dobrze wybierając się na studia. Zaczynam jednak coraz bardziej się bać w swoje możliwości. Zjazdy mam co 2 tygodnie. Okazuje się że dla mnie to trochę za rzadko, wolał bym siedzieć częściej na wykładach i nawet zasypiając słuchać jakiegoś szczerbatego dziadka niż poświęcać czas na naukę w domu. Na uczelni zawsze coś do głowy wleci, zawsze nabazgroli się jakieś notatki, a w domu jak to w domu, jak wracam z pracy to na nic nie mam ochoty jak tylko walnąć się na łóżko i spać!
I stało się, dopadł mnie projekt.. W sumie to kiedyś o nim pamiętałem ,ale jakoś nie mogłem się zebrać żeby na niego popatrzeć aż do momentu gdy przypomniało mi się że za studia mam nie zapłacone czesne, Wszedłem więc na stronkę "Wirtualnego dziekanatu" patrzę a tam na czerwono napis " projekt z Matematyki dyskretnej" Otworzyłem nerwowo plik myśląc że już po terminie nadsyłania prac, lub owa data minie w najbliższy weekend, czytam z niecierpliwością i.. ulga, ostateczna data to 21 grudnia br. Rzuciłem więc okiem na przygotowane dla mnie zadania. W sumie do wykonania są 3 różne ćwiczenia z których każde jest punktowane. Każdy student ma inny pakiet, w zależności od numeru albumu jaki posiada. Pierwsze zadanie zrobiłem intuicyjnie... Generalnie chciałem sprawdzić czy trudne jest.. po czym tak mnie wciągnęło że udało mi się rozwiązać do końca. Tak więc pozostały jeszcze 2, ale z tych kolejnych to zupełnie nic nie rozumiem. Trzeba będzie złapać za moje marne notatki i odszyfrować wcześniej zakodowany zapis.
Zadanie wygląda następująco: