Już zacząłem się martwić, ze to wiosenne przesilenie jakoś mnie zamroczyło, i ze nie będę miał pomysłów na nowe wpisy, a tym czasem udało mi się znaleźć zaległą sprawę, związaną z moim zatrudnieniem, a raczej jego brakiem. Wszystko co do tej pory pisałem na temat mojego miejsca pracy jest jak najbardziej prawdą, z tym że przypominam, że to są moje prywatne przemyślenia.
Po zakończeniu już trzeciego stażu w firmie.. Urząd pracy polecił mi dołączenie do składanych dokumentów kartkę na której znajdą się moje wypociny na temat: "Czego nauczyłem się podczas stażu" podbitą oczywiście przez pracodawcę. Staż zakończyłem gdzies w połowie miesiąca jednak dopiero dzisiejszego dnia udało mi się naskrobać coś co wydaje mi się sensownego. Jak podsumowała to moja druga połówka
ale w sumie głupie to zadanie pt. czego się nauczyłeś.. [...]a poza tym czego oni oczekują w odp na zadane pytanie? przecież nawet jakbyś się nic nie nauczył to i tak pasowałoby napisać ze coś jednak wyniosłeś po tym stażu.. ;]
Doszedłem do wniosku, że nie, nie napiszę tego co pewnie wszyscy piszą. Nie będę kłamać. I napisałem co myślę.
Jak wiadomo studiuję Bezpieczeństwo systemów komputerowych. Jedne z zajęć prowadzi niewątpliwie bardzo mądry wykładowca. Jednak słowa jakie ostatnio od niego usłyszałem z jednej strony były mobilizujące a z drugiej troszeczkę mnie zmartwiły. Mówił on między innymi, że my nie będziemy użytkownikami systemów tylko administratorami. Czyli musimy wiedzieć coś więcej niż zwykli ludzie. Gdy użytkownik złapie wirusa to my mamy wiedzieć jak sobie z nim poradzić i jak go usunąć a nie tak jak większość ISP od razu format.
Okazuje się, że większość nie znaczy wszyscy! Jeżeli tylko istnieje taka możliwość to staram się jakoś wyprostować system aby działał sprawnie. Jednak są sytuacje gdzie trzeba zagospodarować znacznie więcej czasu na wyjątkowe przypadki i co się wtedy dzieje? Skoro ja poświęcam więcej czasu, znaczy, że przypadek jest dość poważny, a skoro tak to będzie to kosztowało więcej niż zwykle. Proste jak słońce. Nie jestem organizacją charytatywną i szanuję siebie i swój czas.
"Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze"
A dlaczego ja mam się męczyć przez kilka godzin z takim komputerem skoro strzelę formacika i będzie wszystko pięknie smiagć? Mój czas też kosztuje a jak wiadomo klient nie zapłaci za poświęcony czas stawki jaką chcę. jednym słowem format rozwiązuje problem niestabilności systemu oraz w miarę tanio kosztuje to użytkownika. Dokładnie dziś dostałem komputer który zamulał strasznie, nic nie chciało chodzić. Po przeskanowaniu znalazło ponad 1400 wirusów a raczej kopii tego samego syfu. I po usunięciu tego system wcale nie zaczął super chodzić. Sami zobaczcie.
Jak pewnie nie od dziś wiadomo jestem szczęśliwym posiadaczem konta w serwisie aukcyjnym Allegro. Postanowiłem sobie zakupić kabel USB do mojego telefonu aby móc połączyć się z kompem. Zacząłem więc wyszukiwać najkorzystniejszej oferty by w końcu znaleźć sprzedawcę, z tanimi kablami. Dokonałem zakupu po czym nie zwlekając dokonałem przelewu według wzoru na wskazane mi konto bankowe. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że pchnąłem pierwszą kostkę domino... A domino bardzo długim okazało się być. Owa firma posiada w swojej strukturze jakiś program do obsługi klientów, dzięki któremu monitoruje przesyłki i koordynuje sprzedaż, wspomagają tym samym komunikację. W pierwszym dniu ucieszyłem się wiadomością, że zarejestrowali mój zakup, i że rozpoczęła się procedura wysylki. I trwało to...
Czas realizacji transakcji
6 dni! Tydzień czasu trwało przygotowanie paczki i podskoczenie na pocztę. Ja za ten czas bym w zębach przyniósł idąc na piechotę! Nie licząc czasu ile paczka spędziła jadąc do mnie przez urzędy pocztowe... No ale w końcu się doczekałem. Dostałem kabelek i ucieszony otworzyłem paczkę, wyciągam.. A tam na pomiętej kartce krzywo wyciętej albo raczej podartej z boku nożykiem lub linijką bo się komuś wyciąć nie chciało, ogólne warunki gwarancji.
Jak to co roku bywa zima się kończy, śniegi topnieją, trawa się zieleni, odkrywają się dziury w drodze. Wiosna coraz bliżej! Ehh wzdycham łapiąc pełne płuca spalin zamiast rześkiego powietrza. Zimy nie lubię i oddycham z ulgą że już się kończy. Ale Pani wiosna jest mile widziana....
Na zimę można by narzekać, ze jest zimno, że ślisko, że to i tamto.. Jednak dzieci za nią przepadają. Skoro juz są raczej nikłe szanse, ze powróci mogę podsumować i ocenić tegoroczne sniegi.
Postanowiłem to uwiecznić by był dowód/pamiątka jak to tego roku się działo.
Postawionych bałwanów -0
Wywrotek/ przewróceń - 0
poślizgów samochodem - ~3
Wrzucenie Pani Wiosny do śniegu - 1
Jazda na nartach/sankach/łyżwach/jabłku/worku czy innym wynalazku - 0
Jednym słowem mało się działo a jednak są pewne nieudokumentowane skutki...
Do napisania tegoż wpisu zainspirował mnie mój sprzęt który zawiesił się podczas pracy a później nie mógł się włączyć. Po zajrzeniu mu w zęby, dmuchnięciu, chuchnięciu uruchomił się, ale postanowiłem sprawdzić co w BIOS'ie piszczy...
Natrafiłem na dość ciekawą opcję... Mianowicie dowiedziałem się, że mój bios oferuje takie funkcje jak uruchamianie komputera za pomocą klawiatury lub myszki. Nigdy wcześniej nie bawiłem się funkcjami w BIOS poza przestawianiem bootowania. Dziś zabawa okazała się być bardzo pożytecznym doświadczeniem.
Jak więc to zrobić? Już opisuję.
Najpierw wchodzimy do BIOS. W tym celu uruchamiamy PC i wciskamy klawisz DEL lub F2*
*Wejścia do BIOS mogą byc uzależnione od wersji ja posiadam AWARD jak widać.
W głównym oknie odnajdujemy Power mangament setup. i klepiemy w ENTER.
Tytuł w jednym zdaniu określa, co chcę wyrazić w tym wpisie. Mianowicie jak wiadomo pracuję. A raczej jestem na 3 stażu u gościa, który mnie zatrudnia. XYZ bo tak będę go tutaj nazywał prowadzi firmę dostarczającą Internet drogą radiową na terenie małopolski. Pracuję u niego od prawie samego początku istnienia sklepu komputerowego i siedziby firmy. Wiem, jak się działalność rozwijała na przeciągu tych kilku lat, jakie są mocne i jakie jej słabe punkty. Chcąc rozwinąć promocję zlecił mi wykonanie strony internetowej, która oczywiście powstała i czasie też ewoluowała. Strona miała za zadanie informowanie potencjalnych klientów o ofercie, produktach cenach i usługach, jakie wykonujemy. Witryna miała też za zadanie informować klientów jak rozwiązywać proste problemy związane z komputerem i Internetem a raczej jego brakiem. Stronkę udało mi się wypromować, że po wpisaniu odpowiedniego hasła ? Internet w Proszowicach ? ukazywała się na pierwszym miejscu (wyszukiwarka Google stan na dzień 25.02.2009 r.) Dzisiejszego popołudnia chcąc sprawdzić jak strona się trzyma, jaka jest oglądalność i inne statystyki natrafiłem na pewną dyskusję na łamach Proszowickiego forum internetowego. Wątek zatytułowany: ?jaki internet (dostawca) w Proszowicach? Wypowiadali się tam różni ludzie o swoich dostawcach Internetu. Jako że jesteśmy (chyba) największą firmą na tamtejszym rynku nie mogło zabraknąć w dyskusji i nas. XYZ zarządził, że za każdą wykonywana przez nas usługę będziemy pobierali opłatę, według wcześniej ustalonego cennika. Cennik oczywiście zamieszczony został na WWW, aby nikt wątpliwości nie miał, o co nas prosi.