Oct
8
Nosiłem się z zamiarem podłączenia tego schemaciku od bardzo dawna, zawsze to nie było czasu, nie miałem elementów, narzędzi itd. Postanowiłem w końcu skompletować wymagane narzędzia takie jak lutownica, lupa, odsysacz do cyny, samą cynę, kalafonię i jeszcze kilka innych drobiazgów. To, że jestem fanatykiem 3310 to chyba wiadomo nie od dziś, więc wyświetlaczy mam bez liku. Jak jeszcze nie miałem tych narzędzi to też próbowałem składać układ zaczynając od przylutowania przewodów do styków wyświetlacza, jednak zawsze kończyło się to nerwami, bo ogromny grot w transformatorówce + brak doświadczenia sprawiał, że styki zwierały się, cyna nie chciała chwytać, powstawały zimne luty. Teraz, gdy miałem już narzędzia do pracy robiłem wszystko super dokładnie 2 razy sprawdzając czy wszystko jest dobrze połączone. Tym razem nie robiłem podłączeń "na raka?, czyli wszystko w powietrzu a zaopatrzyłem się w płytkę uniwersalną, co diametralnie ułatwiło pracę i sprawiło, że całość wygląda bardziej estetycznie. Z dyplomem technika elektronika powinno mi pójść to sprawnie, jak się okazuje uczyłem się na własnych błędach. Dodam, że na zajęciach w szkole miałem taki dział jak lutowanie. Jednak głowa zaprzątnięta innymi sprawami już prawie wszystko pozapominała. W sumie na tych kilku lutach nauczyłem się kilku rzeczy. Poznałem jak musi być grot rozgrzany w mojej lutownicy by cyna się dobrze topiła i chwytała materiału, jak go rozgrzać by coś odlutować, jak zachowywać czystość grotu i takie tam.
Przylutowawszy wszystkie elementy sprawdziłem jeszcze raz połączenia żeby później się nie denerwować. Wydawało się ok. Wyciągnąłem kompa by dostać się do portu LPT a tu.. ZONK! Moja nowa płyta główna nie została wyposażona w takie dobrodziejstwa! Oj, ale była nerwa. Kląłem jak szewc... Z pośpiechem udałem się do pokoju siostry by zakosić jej kompa. Odpiąłem komplet kabli i przytaszczyłem go do siebie. Podpiąłem, i pierwsze, co musiałem zrobić to pousuwać programy startowe, i bandę śmieci, którymi siostra raczyła zapuścić kompa. Gdy ten doszedł do siebie mogłem zainstalować sterowniczki, bo XP takowych nie posiada. A następnie uruchomiłem programik LCDinfo. Pierwsza próba.... Cisza.. Druga... Cisza. Restart kompa i??? DZIAŁA Pokazała się ramka oznaczająca poprawne działanie układu! Normalnie skakałem z radości, że udało mi się coś wyprodukować. Teraz zaczęła się zabawa, jak tu zaprogramować układ by pokazywał jakieś informacje. Na pierwszy rzut poszedł winamp i skrypt pokazujący tytuły utworów. Dodałem plugin do winampa uruchomiłem go, potem puściłem piosenkę, kolejny krok to restart LCDinfo i? I na wyświetlaczu śmigał wykonawca wraz z tytułem!!! Ale ekstaza! Wiadomo skrypt był goły, po zmianie utworu wyświetlacz wygaszał się, więc kombinować zacząłem z opóźnieniami i czasem odświeżania, gdzie standardowa wartość wynosiła 3000, najpierw ustawiłem na 9000, LCD zachowywał się normalnie tylko ciut dłużej wyświetlał informacje. Pomyślałem, że jak ustawię 0 to będzie się robiło w nieskończoność. To jednak było zgubne dla systemu oraz samego układu:(. Po restarcie LCDinfo komp się zawiesił, skrypt obciążył procka na 100%, nie dało się ruszyć myszką ani włączyć menażera zadań, przez co nie mogłem zamknąć procesu. Jedynym ratunkiem był reset kompa.
Po resecie już ani razu nie udało mi się uruchomić wyświetlacza, uruchamiałem skrypt na 1000 rożnych sposobów, re instalowałem sterownik i nic! Jakiż żal ogarnął dusze moją...
Długo nie myśląc wziąłem się do sprawdzania układu, myślę " musi gdzieś być zwarcie albo znów coś odpadło" jednak nie w tym tkwił sęk. Problem znalazłem w diodach zenera, których wartości każdej z nich podczas mierzenia wskazywały inne wielkości. Masakra, nie mam doświadczenia, nie wiem czy przez takie coś mogłyby się te diody zjarać, ale niestety wszystko na to wskazuje.
Bije się w piersi i żałuje trochę, ale jak wspomniałem wcześniej człowiek uczy się na własnych błędach, teraz już będę wiedział składając następny TAKI SAM UKŁAD żeby nie grzebać przy tej wartości. Dopiąć swego zamierzenia muszę i nie spocznę zanim nie uda mi się tego do końca tego uruchomić i mała porażka nie zgasi mojego zapału. Albowiem radość człeka większa jest jak coś sam skleci niż kupi gotowca... Ciąg dalszy nastąpi....
Po resecie już ani razu nie udało mi się uruchomić wyświetlacza, uruchamiałem skrypt na 1000 rożnych sposobów, re instalowałem sterownik i nic! Jakiż żal ogarnął dusze moją...
Długo nie myśląc wziąłem się do sprawdzania układu, myślę " musi gdzieś być zwarcie albo znów coś odpadło" jednak nie w tym tkwił sęk. Problem znalazłem w diodach zenera, których wartości każdej z nich podczas mierzenia wskazywały inne wielkości. Masakra, nie mam doświadczenia, nie wiem czy przez takie coś mogłyby się te diody zjarać, ale niestety wszystko na to wskazuje.
Bije się w piersi i żałuje trochę, ale jak wspomniałem wcześniej człowiek uczy się na własnych błędach, teraz już będę wiedział składając następny TAKI SAM UKŁAD żeby nie grzebać przy tej wartości. Dopiąć swego zamierzenia muszę i nie spocznę zanim nie uda mi się tego do końca tego uruchomić i mała porażka nie zgasi mojego zapału. Albowiem radość człeka większa jest jak coś sam skleci niż kupi gotowca... Ciąg dalszy nastąpi....
Jeszcze raz najtrudniejsza część projektu - przylutowanie drucików gdzie styki są w odległości 1,5 mm












02/25/2010 05:50:30 PM
02/25/2010 06:05:35 PM
03/02/2010 11:59:24 PM
a co do lutowania kabli to najpierw pomaczać je w roztopionej kalafoni, potem pocynować, aż do wytopienia sie zywicy i... potem to już bajka... zanim kolega po technikum (ja chodzilem do ogólniaka) mnie oświecił, że tak się robi, to męczyłem się jak osioł... bo w każdej cynie lutowniczej jest w środku kalafonia, ale z kabelkami to wychodzi masakra...
dobrze rozumiem jak to jest jak sie zrobi cos samemu... ostatnio robilismy projekt w ramach jednego przedmiotu i ja sobie specjalnie utrudnilem bo postanowilem sobie sterowac czajniczkiem 2kW, czyli jakies 8,5A prądu trzeba bylo uwzglednic.. troche dymu bylo za pierwszym razem, ale jaka radosc jak w koncu zaczelo dzialac