May
21
2009
2009
Jakiś czas temu mojej Marzence przestały działać 2 klawisze w telefonie, dokładniej rzecz biorąc 4 i 7. Generalnie podejrzewaliśmy co się stało, ale do końca pewni nie byliśmy, że klawisze siadły od wilgoci. Pisanie SMS'a mokrą ręką mogło do czegoś takiego doprowadzić? Argumentem zaprzeczającym było to, że oba przestały działać w tym samym czasie i to na raz. Pomyślałem więc, można by rzucić okiem do środka, może wystarczy dmuchnąć, chuchnąć, przetrzeć i zacznie działać. Otworzyłem go z niemałym problemem łamiąc wcześniej zatrzask
i na pierwszy rzut oka wydawało się wszystko ok, nigdzie na płycie głównej nie było zacieków, przebarwień itp. Żeby dostać się do styków klawiatury musiałbym zerwać taką białą folijkę na której są blaszki przewodzące, ale wpadłem na pomysł, że skoro tych zacieków nie widać to może stało się coś poważniejszego i nie warto grzebać by nie utracić gwarancji. Po czym można by go spakować i oddać do salonu, niech się dalej z nim meczą. Złożyłem więc aparat ( moja próba otwarcia i zatrzask był widoczny) i poszedłem do najbliższego punktu Plusa ( bo w tej sieci telefon był na abonament). Jakaś pani najpierw z uśmiechem przywitała mnie na wejściu mówiąc że dzień dziś dobry po czym gdy usłyszała, że chcę zgłosić reklamację już uśmiech gdzieś odpłynął i stała się trochę szorstka dla mnie. Marzenka odszukała wcześniej niezbędne dokumenty tj. Kartę gwarancyjną oraz umowę, którą wręczyłem razem z aparatem ( bez pudełka bo ani słowa o nim nie było w warunkach gwarancji). Pani obejrzała telefon ze wszystkich stron nie zauważając mojej próby otwierania i wypisała protokół zostawienia telefonu do serwisu. Oczywiście zaproponowała mi telefon zastępczy ale jak zobaczyłem jaki paść to podziękowałem... Podpisałem się gdzie trzeba i zadowolony wróciłem do lubej.
Po 17 dniach ( dokładnie 12 roboczych) Marzenka odebrała telefon z informacją że aparat dotarł z serwisu, i że gwarancja niestety nie została uznana. Na dodatek została anulowana cała gwarancja producenta.
Czyli teraz jakby np. siadł wyświetlacz niekoniecznie od wilgoci no to jesteśmy w kropce bo gwarancja się poszła rypać. Poszła więc do punktu odebrać zwłoki telefonu. Zauważyła, że data przyjęcia do serwisu to 14.05.2009r. a przecież oddawałem telefon 2 Maja więc minęło 12 dni zanim telefon trafił na stół do serwisanta. Następnego dnia zabrałem aparat od niej i postanowiłem coś z tym zrobić, skoro gwarancji nie ma to może spróbuję sam naprawić, i albo naprawię albo zepsuję o reszty. Według serwisu korozja powoduje trwałe i nieodwracalne uszkodzenie wewnętrznych obwodów elektronicznych.
Szkoda, że nikt się pofatygował żeby choć przez chwilkę rzucić okiem czy czasem nie da się tego naprawić, i dopiero jak by się nie udało napisać, że odmawiamy czy cuś..
Otwierając nieodwracalnie uszkodzony aparat faktycznie napotkałem na korozję odklejając wcześniej wspomnianą folię ze stykami.
Kurcze.... na płycie nie wyglądało to za ciekawie ale przecież nie wyżarło styków do reszty. Wziąłem więc starą szczoteczkę do zębów, malutki śrubokręt i delikatnie zdrapałem niewielki nalot. Oczyszczone klawisze może nie są w stanie idealnym ale widocznego nalotu już nie ma. Poza tym układ działa bez zarzutu.
Czy nie dało się tego zrobić w serwisie? Czy nie pomyślał nikt że zajęło by to takiemu gościowi 2 razy mniej czasu i może zrobił by 2 razy lepiej niż ja? Skoro już ktoś ten telefon dostarczył do serwisu, tam go rozebrali, odkleili folię i zobaczyli co jest grane jakże niewiele brakowało by uszczęśliwić klienta tanim kosztem. Nie wiem ile tam się takich telefonów przewija ale nie zajęło by to dużo czasu a na pewno ja i przede wszystkim właścicielka telefonu byliby wniebowzięci i niewątpliwie uradowani z pracy serwisu. Zawsze można telefon złożyć z powrotem do kupy, powołać się na warunki gwarancji i napisać że się nie da! Gratulacje Panowie. A przede wszystkim Panu Bartkowi P. za profesjonalnie podejście do sprawy. Na 100% weźmiemy od was kolejny telefon by po półtora roku znowu coś wypadło, i żebyście anulowali gwarancję. Jaaaasne.





