2011
Na wstępie zaznaczę, iż nie jestem politycznie zaangażowany w ten cyrk ze Smoleńskiem. Mam nadzieję, że tak samo mi jak i większości obywateli wychodzi bokiem codzienne powtarzanie, i ustalanie nowych faktów w sprawie śledztwa. Ile to może trwać rok? 2 lata 5? I w serwisach informacyjnych ciągle jedno i to samo.
Tym czasem w miniony poniedziałek niektórzy "zakochani" świętowali Walę-w-tynki. Każde dziecko wie, iż jest to data 14 lutego. Do moich szanownych rączek wpadła pewna gazetka...
A w gazetce tej na stronicy 15 przeczytać można artykuł "Rządowe tutki - Jak Tu-154 stał się narzędziem polityki i skąd wziął się mit, że lot samolotem polskich VIP-ów grozi katastrofą".
Polecam każdemu przeczytanie, natomiast przytoczę tu pewne fragmenty które pozostawię bez komentarza. Każdy sam niech sobie przemyśli to co przeczyta ![]()
Pierwszy fragment (o możliwości wywieraniu wpływu na załogę)
(...)Narzędziem polityki rządowe tupolewy stały się niedawno. Pierwszy raz podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej. Lech Kaczyński chciał się dostać do Tbilisi przed Nicolasem Sarkozym, prezydentem sprawującej wówczas unijną prezydencję Francji. Obawiał się, że prezydent Gruzji Micheił Sakaszwili zgodzi się na proponowane warunki rozejmu, w których nie będzie punktu o zachowaniu terytorialnej integralności Gruzji. Dlatego zaczął naciskać na pilota, by niezgodnie z ustalonym wcześniej planem poleciał wprost do stolicy Gruzji, a nie do Azerbejdżanu, skąd, jak planowano, Kaczyński i towarzyszący mu prezydenci Litwy, Estonii i Ukrainy oraz premier Łotwy mieli samochodami pojechać do Tbilisi. Pilot odmówił jednak, bo nad przestrzenią Gruzji panowało Rosyjskie lotnictwo. Na pokładzie doszło do ostrego spięcia. Ja naprawdę obawiałem się nie tylko o życie prezydenta, ale całej załogi - przekonuje kapitan Grzegorz Pietruczuk.(...)
kolejny fragment (o zdolnościach polskich pilotów)
(...)? Jak ginąć, to w dobrym towarzystwie ? powtarza Małgorzata Naukowicz, która często gości na pokładzie rządowego samolotu.
Taki ponury scenariusz jest jednak raczej mało prawdopodobny, bo tutkami latają bardzo dobrzy piloci. Dali tego dowód choćby podczas pewnego powrotu Leszka Millera z Francji. Nad Warszawą szalała śnieżyca lepsza pogoda była w Katowicach tam miał lądować samolot.
Premierowi zależało jednak na tym, by samolot wylądował na Okęciu. Pilot zapowiedział, że spróbuje wykonać trzy podejścia. Jeśli to okazałoby się zbyt ryzykowne, miał zrezygnować i polecieć jednak na Śląsk. Samolot zaczął zniżać lot, ale z okna nie było nic widać, prócz gęstej zadymy. W pewnym momencie rozległ się huk, to pilot wysunął podwozie. Umilkły żarty, nie było śmiechów. Wszyscy spodziewali się, że za chwilę koła dotkną pasa, ale pilot poderwał maszynę i zaczął przygotowywać się do drugiego podejścia. Gdy i tym razem pilot poderwał maszynę, nikt nie przypuszczał, że podejmie jeszcze jedną próbę. Ale i tym razem pilot zaczął ostro schodzić dół i samolot huknął kołami o pas. W tym momencie jedna z dziennikarek nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć: - Jezu! Ratunku! Rozbiliśmy się! ? opowiada dziennikarz polityczny Marcin Graczyk. (...)
i kolejny (o tym, że ostre schodzenie w dół było już wykonywane)
(...)W normalnym bojowym podejściu do lądowania samolot ostro schodzi w dół by jak najszybciej znaleźć się na pasie startowym i dać ewentualnym strzelcom jak najmniej czasu do wycelowania. Na nieprzyzwyczajonych robi to silne wrażenie, a jeśli ktoś nie posłucha stewardes i nie zapnie pasów może polatać po całym samolocie ? opowiada reporter.(...)





