2009
Wcześniej jeszcze z przewiezieniem były jaja. Na miejscu u niego dopiero pozbywaliśmy się sie wody i wyjmowaliśmy jego piach. Wodę wiadrami wylewaliśmy przez.. okno wiec szybko poszło. Rybki i rośliny wyłowiliśmy do wiadra, które prawie pełne wody postawiłem sobie przed siedzeniem pasażera żeby mieć na nie oko podczas transportu. Okazało się to zgubne dla samochodu, bo przy najmniejszej dziurce w drodze, lub przyhamowaniu woda wychlapywała się na chodniczek mocząc go całkowicie. Stanąłem, więc na poboczu i długo nie myśląc wstawiłem to wiadro do pustego akwarium. Zajechawszy do domu otworzyłem bagażniki i nawet wszystko było w porządku, ryby, choć w wyziębione trochę wodzie miały się dobrze. Następnego dnia wyciągnąłem stare biurko, na którym stało 45 litrów, wepchnąłem nowe, musiałem go umyć, bo zapuszczone było niemiłosiernie. Potem postawiłem szkło. Brakowało mi piasku. Minął kolejny dzień i dopiero zebrałem się do zoologicznego po jakieś kamyczki. Tam kupiłem 12 kg żwiru. Wieczorem po pracy najpierw go kilkanaście razy płukałem, potem gotowałem i dopiero potem układałem na wcześniej przygotowanym podłożu z większych kamieni. Trwało by to pewnie 3 razy krócej gdyby nie 3 różne odcienie żwiru. A nie chciałem żeby się pomieszał, bo chciałem ułożyć jakiś wzorek na dnie. I udało się. Nalałem wody wsadziłem roślinki i zapuściłem filtr. MMM, co za widok taka kupa wody pomyślałem, że jak by to się rozdupczyło teraz to bym zalał cały pokój...
Na razie nie mam zamiaru powiększać hodowli wiec niech sobie stoi w spokoju. Nie mam już siły się babrać z piachem, i przekładaniem tego wszystkiego. Teraz nadszedł czas by cieszyć oko pięknymi okazami.





