W chwili, gdy na rynku pojawił się Windows Vista, oraz producenci laptopów zaczęli instalować ów system na swoich produktach, do moich rąk zaczęły trafiać wszelakiej maści maszyny. Ludzie za wszelką cenę chcieli zainstalować na swoich notebookach starszego Windowsa XP jednak nie każdy dawał sobie z tym radę. W czasie, gdy dość intensywnie krążyły spekulacje, że Vista jest niedorobiona i strasznie zamula komputer każdy nawet nie próbując używać, ani Ci, co na oczy Visty nie widzieli i tak chcieli mieć XP. Ci bardziej cwani, zauważyli, że podczas instalacji w pewnym momencie wyskakuje BSOD czyli niebieski ekran śmierci. W Internecie krążyło sporo przeróżnych poradników jak sobie poradzić z tym problemem, miedzy innymi integrowanie sterowników do dysków SATA z płytą instalacyjną systemu za pomocą programów takich jak nLite. Było to o tyle kłopotliwe i czasochłonne, że część od razu dała za wygraną, reszta kleciła te swoje płytki czasem i z powodzeniem. Jednak zamiast wyszukiwać nie wiadomo jak bardzo skomplikowanych sposobów, w większości przypadków wystarczyło wejść do BIOS i tam zmienić jedną jedyną opcję odpowiedzialną za kompatybilność dysku. Dziwię się, że szukano rozwiązania tak daleko skoro rozwiązanie było tak blisko. I ileż czasu mniej zajmuje zmiana opcji w BIOS niż tworzenie od nowa bootowalnej płyty z systemem, do końca nie wiadomo czy zgodnie z licencją MS. Rozwiązanie w większości przypadków jest proste jak budowa cepa. Poza tym wydawało mi się, że na dzień dzisiejszy każdy już albo ma XP na swoim sprzęcie, albo przynajmniej ma to przestawione, że może sobie przeinstalować XP'ka. Tym czasem wciąż trafiają do mnie ludziska z tym problemem. Postanowiłem pójść na przeciw i pokazać jak to zrobić...

Continue reading "Dlaczego nie da się zainstalować XP na laptopie"

20 lat RMF FM

Monday, March 1. 2010

I było się chwalić koncertem na 10 lecie? Koncertem na którym ludzie się bawili, tańczyli, skakali. Koncercie na którym występowały gwiazdy światowego formatu. Jakże różnił się jubileuszowy koncert, który odbył się w jakieś chyba sali teatralnej, na którym jak myślę ludzie nie bawili się zbyt dobrze, no chyba że potem była popijawa. Pozapraszani byli raczej osobniki wyższej rangi. Osobistości, czy w inny sposób związani ludzie z radiem, którzy zapakowani w przyciasne graniaki, same przyłysawe lub siwe baniaki, zgrabiałymi rączkami klaskali a raczej zderzali ze sobą delikatnie ręce.  Czyż jest to święto tylko tych zaproszonych bufonów, czy bawić także powinni się słuchacze dzięki to którym radio rozgłośnia ta jest w tej chwili na tak wysokiej pozycji. A pamiętasz jak bywały inwazje mocy? Ja pamiętam. Kilka dobrych lat temu, podkrakowski Pobiednik Wielki, rekreacyjne lotnisko. Kupa miejsca, pełno ludzi i główna gwiazda SCORPIONS. Około 800 tyś ludzi !!! Było tak głośno, że ja mieszkając kilkanaście kilometrów dalej, słyszałem występy następnego dnia ( brathanki ). Dziś pozostało się tylko gapić w telewizor i słuchać jak fałszują wypalone już gwiazdki polskiej sceny. Fakt faktem jest Post, ale co stoi na przeszkodzie przenieść to na jakiś letni czas?

Continue reading "20 lat RMF FM "

Brudasy

Thursday, February 25. 2010

Jak komputer stacjonarny wygląda każdy wie. Nie każdy a na pewno nie często jest okazja by zajrzeć do środka, no chyba, że się coś zepsuje. Bardziej rozeznani w temacie kompa sami potrafią sobie naprawić, pozostali zanoszą do serwisu by mógł się nim zająć ktoś, kto lepiej się na tym zna. Kto kiedykolwiek otwierał swoją maszynę dobrze wie, że w obudowie lubi zbierać się kurz. Rzecz jasna nawet w najczystszym pomieszczeniu ( nie wspominam tu o fanatykach) kurz będzie osiadał. Czy to na meblach, porcelanie, sprzęcie RTV, na twoim monitorze w tym momencie jak przejedziesz palcem też możesz zobaczyć szary nalot. Nie ulega wątpliwości, że jest wszędzie. Jednak z pewnych względów akurat pod maską Peceta jest go czasem wyjątkowo sporo, co z resztą przedstawiają poniższe zdjęcia. Dlaczego tak się dzieje? Ano komputer musi być jakoś chłodzony. Wymyślono więc wiatraki i w miarę mało inwazyjny sposób chłodzenia powietrzem. Wiatraki pracując wprawiają powietrze w ruch, czego następstwem jest cyrkulacja w obudowie ( by zimne powietrze wpadało a ciepłe wylatywało). Wraz z niewidzialnym gazem przewiewane są tez cząsteczki kurzu, które napotykając na jakąś przeszkodę osiadają się na niej. Jak może wyglądać komputer po kilku latach użytkowania?

Continue reading "Brudasy"

Sie zima sie kończy ( chyba)

Wednesday, February 24. 2010

Łooooo, ale przytrzymało tego roku nie wąsko. Narzekali ludzie narzekali, że zima słaba, że nie mroźna, że zarazki i choróbska nie wymrozi. Szkodniki w ziemi nie pozamarzają. A tu psikus. Jak się Pani zima wkurzyła tak powiało chłodem... Napadało śniegu i co miało zamarznąć zamarzło. Teraz już topnieje. Ale jak wiadomo w wielu miejscach nie było kolorowo. W tym roku wyjątkowo często słyszałem o awariach wodociągów i ogólnie ogrzewania, tak jakby zbierały się usterki i wszystkie na raz akurat w tą srogą zimę musiały się wysypać. Dziwne trochę, że tak kiepsko z konserwacją tak ważnych elementów infrastruktury miejskiej, bez których przecież przy mrozach sięgających -20 Celsjusza nie da się egzystować. Na szczęście mieszkając w domu jednorodzinnym nie jestem uzależniony od tych naczyń połączonych i ogrzewanie mam wtedy jak zapali się w piecu. Co innego jak brakuje prądu. A i takie przypadki koło Krakowa się zdarzały. No wtedy było by już gorzej.


Sam, można powiedzieć, odczułem tą zimę chociażby w momencie jak utknąłem w zaspie samochodem. W letnich cichobiegach, ( bo pracuję w sklepie i jedynie gdzie wychodziłem to ze sklepu do samochodu i z garażu do domu). Czyli w letnich cichobiegach utknąłem w zaspie, ale na własne życzenie. Raz chciałem sobie skrócić drogę do domu i zamiast jechać dookoła góry wolałem przejechać przez nią. Rozpędziłem się i wszystko było pięknie, ale jakimś cudem zatrzymałem się na samym czubku owej górki. Sytuacja była nie za ciekawa, bo ani do przodu ani do tyłu. Wysiadłem więc z samochodu i rękami odkopywałem śnieg wokół samochodu i pod nim, bo w pewnym momencie koła wyżłobiły sobie dołek a reszta zawisła na podwoziu. Godzinę się męczyłem. Sprzęgło to chyba aż kwiczało, ale w końcu udało się wycofać. Do domu wróciłem cały mokry. Miałem tak zmarznięte ręce, że nie czułem nic, (grabie normalnie), stopy tak bolały, że nie mogłem chodzić. Z butów wysypałem śnieg z lodem, a jak polałem rękę zimną wodą to dopiero zaczęła się jazda. Jak wracało mi czucie w dłoniach to ból był nie do zniesienia. Dłoń była fioletowa tylko pod paznokciami biało. Na szczęście przeżyłem i co najlepsze nie byłem chory.


Continue reading "Sie zima sie kończy ( chyba)"

Marchewka jest owocem a ślimak rybą

Sunday, February 21. 2010

Zacznę od marchewki, bo to temat chyba łatwiejszy. Dotychczas wydawało mi się, że marchew ( takie czerwone podłużne z zieloną natką rosnące w ziemi ) to zwyczajne warzywo. Każdy przedszkolak? No może przesadziłem, ale na pewno już drugoklasista powinien wiedzieć, czym różni się owoc od warzywa i że właśnie marchew zalicza się do tych drugich ( warzyw). Okazuje się, że NIE! Wszyscy jesteśmy w błędzie. Otóż okazuje się, że według Europejskich urzędników Daucus carota, ( czyli marchewka) to OWOC! Pięknie! Może podaruje sobie tym razem odnoszenie się do regułek encyklopedycznych, bo mówimy o rzeczach oczywistych i nikt w tej kwestii nie powinien mieć wątpliwości. Lepiej bierzmy się do roboty i zacznijmy przepisywać podręczniki do nauki, książki o roślinach itd. Zdenerwowałem się.

Co do ślimaka... Ryba ma skrzela, i takie tam swoje charakterystyczne cechy np. ości i coś w rodzaju kręgosłupa. Mięczaki tego nie posiadają. A jednak twierdzi się, że ślimaki jak najbardziej rybami są. W sumie jak zaczną paprać i modyfikować genetycznie faunę i florę to kto wie... Może marchewki będzie się zrywać nie wykopywać... Ale, po co? To tak jak z rasą psów. Wiadomo, że ten rasowy, z rodowodem jest cenniejszy niż jakiś mieszaniec.

Wszyscy, ( a przynajmniej większość) trąbią w koło, że UE jest spoko. Powiem więcej, sam twierdziłem, że UE jest spoko. Jednak po takich pochopnych opiniach sojusz ten przestaje być dla mnie taki wiarygodny i sprawiedliwy jak wcześniej. Zaczynam się zastanawiać, czy na tych stołkach siedzą wykształceni ludzie mający choć trochę pojęcia o życiu, czy maminsynki, którzy sami nie wiedzą skąd się bierze mleko ( Ze sklepu - jak odpowiadały brytyjskie dzieci).

Gdybym jeszcze jakieś pół roku temu wyszedł na ulicę i zaczął głosić, że ślimak jest rybą a marchewka owocem zapewne zostałbym okrzyknięty głosicielem jakiejś nowej sekty, skierowano by mnie na badania a może i odjechałbym w białym kaftanie. Dziś nikogo to już nie dziwi, a za 5 lat głoszenie, że ślimak to mięczak, a marchew to warzywo będzie się wsadzać do kaftanów i zamykać do pokoików bez klamek.


Continue reading "Marchewka jest owocem a ślimak rybą"

Napijmy się herbatki...

Friday, February 19. 2010

W pracy czasem trzeba zrobić sobie przerwę, a to, żeby się troszeczkę odświeżyć, żeby się odlać, dać chwilę wytchnienia nogom i gardłu. Bo bite 9 godzin bez przerwy pracować się nie da. Przychodzi czas na posiłek by dostarczyć organizmowi niezbędnych tłuszczów i cukrów, przy okazji pasuje czymś popić. Ciepła herbatka jest jak znalazł w tą zimową porę, gdzie w koło pełno śniegu. I dziś też zachciało mi się wypić jeden z najstarszych napojów świata. Do zaparzenia herbaciny używam plastikowych kubków jednorazowych. Jest to dość praktyczne rozwiązanie przynajmniej z 2 względów. Po pierwsze nie trzeba potem zmywać kubka tylko ten leci do kosza, po drugie herbata szybciej stygnie a niżeli w kubku porcelanowym. Jak łapać za kubek, gdy jest gorąca woda? No, bo niby jak mam to robić, gdy nie ma trzymadełka? Sposób wynaleziony przeze mnie jest chyba dość prosty. Kciukiem i palcem wskazującym trzymam za górną krawędź, która jest minimalnie szersza od pozostałej części kubka a małym palcem delikatnie podpieram od dołu. Nie parzy, nawet jak wleje się wrzątek.


Rozmaczanie torebki z herbatą w nieprzegotowanej wodzie powoduje powstanie piany na powierzchni. Przydałaby się więc gotowana woda. Czajnik?? - Nieeeee Za dużo roboty, najpierw przepłukać, nalać wody, czekać, aż się zagotuje... Bez sensu. Poza tym na szkoleniu BHP uczyli mnie, że aby korzystać z czajnika elektrycznego w miejscu pracy powinienem najpierw przejść szkolenie, a nad podstawką powinna wisieć instrukcja obsługi, ( czego oczywiście u nas nie ma :-) ). Na szczęście, wraz z jednorazowymi kubkami, dali nam dozowniczek wody EDEN. Rajska woda w tłumaczeniu na nasze jest nawet dobra, najbardziej cieszy mnie fakt, że jak sobie naleję z czerwonego kurka wody, to ona jest na tyle gorąca, że nie wrze mi w kubku, Lipton się zaparza, a na powierzchni nie powstaje wcześniej wspomniana piana.


Continue reading "Napijmy się herbatki..."

(Page 1 of 22, totaling 131 entries) » next page